Monthly Archives: Sierpień 2016

Cud eucharystyczny w Legnicy kolejnym upomnieniem

294206_QIHC_cud202_34.jpgCud w Sokółce był wielkim upomnieniem dla polskiego duchowieństwa, jak powinno traktować się żywego Pana Jezusa obecnego w Eucharystii. Jak widać upomnienie nie do końca zadziałało, bo Cud w Legnicy w 2013 r. wydarzył się z powodu tej samej profanacji co w Sokółce. Pisaliśmy niej tutaj

Nadziwić się nie mogę, jak dobry Bóg jest delikatny. Upomnienie i to połączone z tak wspaniałym cudem wydaje się raczej nagrodą niż karą. Pomyśleć, że dotyczy to materii strasznego grzechu – tak poważne świętokradztwa względem Najświętszego Sakramentu należą do kategorii bardzo wielkich grzechów. Wydaje mi się (nie ośmielam się wnikać w zamiary Boże), że tak delikatne i cudowne upomnienia mogą się kiedyś skończyć, a zastąpią je prawdziwe kary Boże. Ale to jeszcze nic. Najgorszą jest kara ostateczna – piekło dla tych, co ani pod wpływem słodkich upomnienio-nagród ani pod wpływem przyszłych domniemanych kar nie zechcą żałować za ten grzech. Napisane jest: „…kto nie wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, bo nie uwierzył świadectwu, jakie Bóg dał o swoim Synu.” (1 J 5,10). Aż strach pomyśleć, co będzie z tymi, którzy nie tyle nie wierzą Bogu co wręcz Go depczą i poniżają obecnego w Najświętszym Sakramencie.

Reklamy

Obrona św. Eucharystii? A może czas na kontrę?!

Najlepszą formą obrony jest atak. Jest takie powiedzonko – może słuszne, może nie. W języku żołnierzy (także np. piłkarzy) wyjście z głębokiej obrony nazywane jest kontratakiem – w skrócie kontrą.

No to do rzeczy. Dotychczas biadoliliśmy na temat profanacji, których dopuszczają się zarówno świeccy jak i pasterze na misterium Najświętszego Sakramentu. Pisaliśmy i nie przestaniemy pisać o nadużyciach, profanacjach – choć to bardzo niemiłe. Postawa taka, choć nieelegancka (bo kojarzy się z biadoleniem, narzekaniem) jest konieczna ze względu na uwrażliwienie opinii katolickiej na nasilającą się falę świętokradztw wobec bijącego Serca Kościoła. Nie rezygnujemy i zachęcamy wrażliwe dusze, by nie rezygnowały z tej formy obrony czci Najświętszej Eucharystii. Jednak nadszedł czas rozwinąć szyki bojowe i rozpocząć równolegle drugi etap, bardziej elegancki – kontratak. Jakoś dwa miesiące temu w pewnej niewielkiej miejscowości w kościele spotkały się dwie starsze panie. Jedna, rozmodlona zwierzyła się drugiej, że od wielu lat przychodzi na dłuższą modlitwę, by wymodlić przywrócenie należnego miejsca dla tabernakulum. Otóż przed kilkunastu laty Pan Jezus ze swoim „domkiem” został wywalony do bocznej nawy, a w miejscu Mu należnym (centrum prezbiterium) ustawiono naprawdę wielki i naprawdę obrzydliwy i nieestetyczny tron. Piszę nie dlatego tylko, by wypomnieć tę obrzydliwość (jest ona coraz powszechniej praktykowana), ale dlatego, że ta kobiecina i jej wyjątkowa modlitwa i ofiara zapadła mi głęboko w serce. Jej postawa dała mi światło – sygnał do ataku. Tak, po pierwsze modlitwa i to z wiarą. To jest możliwe – cześć należna Królowi Królów naprawdę może zostać przywrócona w naszych świątyniach. Trzeba w to wierzyć i o to się modlić. I widzę też światełko (na razie tylko przebłysk), co robić w czynach. Widzę, że koniecznie trzeba nawoływać i prosić kapłanów i nie bać się i nie ustępować – do odpowiedniego wystroju świątyni. Nie bójmy się klękać do Komunii św. Wielu wierzy temu, co tu piszemy o klękaniu, jednak nie klęczą ze… strachu. Odwagi – a jak problem to módlcie się o nią! Wiele jest również do wyprostowania i zrobienia porządków w muzyce kościelnej, śpiewie liturgicznym. Ale koniec końców jestem pewny zwycięstwa choć niestety nie wszędzie. Więc do kontry!

Klęczeć przed biednymi?!

R0zeszły się w mediach straszne słowa oszusta z Watykanu (patrz: ostatnia tajemnica fatimska, ks. Apokalipsy-Fałszywy Prorok): „chciałbym, aby w Kościele klękano przed biednymi”. Te przewrotne słowa nie powinny zadziwić ostrożnych katolików, którzy już od dawna widzą złe postępowanie Bergoglio – m.in. że nie klęka podczas konsekracji, ani podczas adoracji eucharystycznej! To już powinno każdemu otworzyć oczy. A te zacytowane słowa są tylko zatwierdzeniem tego diabelskiego kierunku profanacji Najświętszego Sakramentu. Nasuwa mi się straszna analogia do sceny z Ewangelii (Mk 14,3-7): A gdy Jezus był w Betanii, w domu Szymona Trędowatego, i siedział za stołem, przyszła kobieta z alabastrowym flakonikiem prawdziwego olejku nardowego, bardzo drogiego. Rozbiła flakonik i wylała Mu olejek na głowę. A niektórzy oburzyli się, mówiąc między sobą: «Po co to marnowanie olejku? Wszak można było olejek ten sprzedać drożej niż za trzysta denarów i rozdać ubogim». I przeciw niej szemrali. Lecz Jezus rzekł: «Zostawcie ją; czemu sprawiacie jej przykrość? Dobry uczynek spełniła względem Mnie. Bo ubogich zawsze macie u siebie i kiedy zechcecie, możecie im dobrze czynić; lecz Mnie nie zawsze macie.» 

Przyjdzie taki straszny dzień zapowiedziany w Księdze Apokalipsy (ohyda spustoszenia) i wtedy naprawdę będzie wielki płacz w Kościele, bo obecność Chrystusa w Eucharystii zaniknie… Jego Przenajświętsze Ciało zostanie ponownie Ukrzyżowane…

*** z kazania św. Jana Marii Vianneya (dziś mamy Jego wspomnienie): Niejeden „zatwardziały grzesznik mówi na modlitwie: „Mój Boże, wierzę mocno, że jesteś tutaj obecny.” Przyjacielu! Przed Bogiem drżą Święci Aniołowie, którzy nie ośmielają się podnieść ku Niemu oczu — którzy zasłaniają sobie skrzydłami twarze, bo nie mogą znieść blasku Jego Majestatu! A ty, okryty grzechami, klękasz sobie na jedno kolano, a drugie trzymasz w powietrzu! (aż muszę skomentować – teraz nie ma już nawet tego jednego kolana!) A więc te słowa, które wychodzą ci z ust – że wierzysz w obecność Bożą – są czymś wstrętnym. Jesteś podobny do małpy, która naśladuje to, co widzi u innych. Taka modlitwa to czysta kpina. Chrześcijanin, który wierzy – który jest przejęty do głębi obecnością Bożą – zachowuje się na modlitwie pokornie, bo widzi z jednej strony wielkość Boga, a z drugiej swoją własną niegodność. Boi się, żeby ziemia się nie otworzyła i nie pochłonęła go żywcem. Jego serce jest pełne żalu, że obraził Boga tak dobrego i miłosiernego, a zarazem pełne wdzięczności, że ten Bóg chce go znosić w Swej obecności.