Archiwa blogu

atak szatana na Eucharystię

Kardynał Sarah:

(…) możemy rozumieć, że najbardziej podstępny atak diabelski polega na próbie wygaszenia wiary w Eucharystię poprzez sianie błędów i promowanie niestosownych sposobów jej przyjmowania. Wojna pomiędzy Michałem i jego aniołami z jednej strony a Lucyferem z drugiej naprawdę toczy się w sercach wiernych. Celem ataku Szatana jest Ofiara Mszy Świętej i rzeczywista obecność Jezusa w konsekrowanej Hostii”.
Diabeł atakuje na dwa sposoby: osłabiając pojęcie „rzeczywistej obecności” i poprzez „próbę usunięcia z serc wiernych poczucia sacrum”.

W tym pierwszym przypadku „wielu teologów nie ustaje w wyśmiewaniu lub lekceważeniu określenia transsubstancjacjamimo stałych nawiązań do niego w Magisterium”. Kardynał zastanawia się na tym, jak wiara w rzeczywistą obecność „wpływa na sposób przyjmowania Komunii i vice versa”. Podczas gdy przyjmowanie Komunii na rękę prowadzi do rozpraszania wielkiej ilości fragmentów, z drugiej strony „uważanie na najdrobniejszy okruszek, troska przy oczyszczaniu świętych naczyń, nie dotykanie Hostii spoconymi rękami, w każdym przypadku staje się wyznawaniem wiary w rzeczywistą obecność Jezusa, nawet w najmniejszych częściach konsekrowanych postaci”. Nie ma bowiem znaczenia, jak mały jest fragment Hostii, gdyż „istota jest ta sama! To On!” – Jezus.

Z kolei niezważanie na cząsteczki Hostii powoduje, że „zapomina się o dogmacie”, co może w konsekwencji stopniowo doprowadzić do dominacji myśli: „Skoro nawet proboszcz nie zwraca uwagi na fragmenty, skoro udziela Komunii w taki sposób, że cząsteczki mogą ulec rozproszeniu, więc oznacza to, że Jezusa w nich nie ma albo że jest do pewnego momentu”.

komunia-wszyscy-klecza-550x360.jpgNatomiast w przypadku drugiego diabelskiego ataku, „poczucie sacrum pozwala dostrzec nam (…) zupełną wyjątkowość i świętość” rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii, a jego utrata oznaczałaby „utratę poczucia sacrum dokładnie w tym, co jest najświętsze! A jak to możliwe?” – pyta kardynał. Jest to możliwe, jeśli przyjmuje się Komunię „tak samo, jak zwykłe jedzenie”.

Kardynał Sarah podkreśla, że liturgia „składa się z wielu małych rytuałów i gestów”, które wyrażają naszą „miłość, synowski szacunek i adorację w stosunku do Boga”. Dlatego też przyjmowanie Komunii na język i na kolanach jest warte promowania, albowiem stoi za tą praktyką długa tradycja Kościoła, a „wielkość i szlachetność człowieka, jak również najwyższy wyraz jego miłości do swojego Stwórcy polega na klęczeniu przed Bogiem. Sam Jezus modlił się na kolanach w obecności Ojca”.

c.d. tutaj: https://www.pch24.pl/kardynal-sarah–powszechnie-udzielana-komunia-na-reke-to-czesc-ataku-szatana-na-eucharystie,58522,i.html#ixzz5MJ105qjr

Sarah_o_klekaniu.jpeg

Reklamy

Kogo ukarać?

Niedawno usłyszeliśmy, że jest w Polsce pewien kapłan – marianin, który został obłożony karami kościelnymi za to, że odmówił udzielenia Komunii św. na rękę. Każdy (prawie) powie, że słusznie. Prawo jest prawem i mówi ono, że kapłanowi nie wolno odmówić udzielenia Komunii św. choćby komunikujący prosił nawet właśnie na rękę. W takim razie proponuję ukarać o wiele większego winowajcę (o ile jeszcze tego nie uczyniono). Póki co, podobno Ojciec Święty Benedykt XVI jeszcze żyje – a to właśnie jest ów winowajca. I to na jaką skalę. Oficjalnie, w roku 2008 odmówił wszystkim chcącym przyjmować Komunię św. z Jego papieskich rąk przystępowania inaczej jak na klęcząco i do ust. Cała reszta świata katolickiego została straszliwie obrażona. I trwał ten „proceder” do samego końca!!! (Być może kara przyszła chociażby w postaci owego „końca” – kto wie???). No dobrze, dosyć czarnego humoru. Jednak przez to smutno – wesołkowate rozważanie chcielibyśmy zwrócić uwagę na absurdalność (niesłuszność?) kary nałożonej na ks. marianina. Bo bądźmy przytomni – przecież klękanietak zdecydowana postawa Papieża Benedykta XVI była absolutnie jawną i stanowczą deklaracją w jaki sposób tylko i wyłącznie (!!!) wolno wiernym na całym świecie przystępować do Komunii św. Nie pomagały w przeszłości kazania (jedno jest na naszej stronie), encykliki i inne dokumenty papieży ostatnich dziesięcioleci. Nie pomogły świadectwa takich gigantów świętości jak Matka Teresa z Kalkuty (wg niej, Komunia św. na rękę jest większym grzechem niż aborcja!!!). Nie pomagają świadectwa i prawne opracowania co najmniej dwóch biskupów (np. świadectwo argentyńskiego biskupa) nie zostawiające cienia wątpliwości, że w świetle Magisterium Kościoła Katolickiego „komunia na rękę” jest bezprawiem. Więc koniec końców Benedykt XVI uciekł się do bardzo wyrazistej i nowej – wręcz medialnej – formy pokazania jaka powinna być właściwa postawa komunikujących i… uwaga i… kapłanów. Tak – kapłanów. Benedykt XVI odmówił – i w odmowie wytrwał do końca. Kapłani powinni (nie tylko mogą ale właśnie powinni!!!) Go naśladować. I czy w oczach Bożych kary nałożone na naszego bohatera księdza są ważne? Wątpliwe. Nie namawiam do nieposłuszeństwa biskupom, bo prawdziwie pobożny kapłan przyjmie karę niezasłużoną i całkowicie niesłuszną w duchu pokory i z radosnym sercem: „Lepiej cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle”. A czyż na karę nie zasłużyli ci, co ją nałożyli? Być może, ale trzeba to zostawić Panu Bogu, a my powinniśmy za pasterzy Kościoła, którzy błądzą usilnie się modlić i wybaczać. Nic więcej. Żadnych rozwiązań siłowych.

Kilka miesięcy temu rozmawiałem z osobą, która praktykuje „komunię na rękę”. Bezskutecznie, jak na razie. Jej główny argument, to zdziwienie, że skoro prawda jest taka, jaka jest, to dlaczego żaden z Papieży nie przeprowadził porządku siłą? Ot, ze dwieście ekskomunik, kilka tysięcy księży ukaranych pomniejszymi karami i… mielibyśmy w kościołach porządek i rygor. Nawet inwalidzi ze strachu zginaliby kolana. Ostatnią myśl (nie moją) zostawiam bez komentarza. Rozważcie to sami – podanie rozwiązania na tacy uwłaczałoby Waszemu intelektowi.

***

więcej info o komunii św. na rękę np. tutaj: http://poznajmy-prawde.blog.onet.pl/2010/02/24/papiez-przywraca-komunie-na-kleczaco/

modernistyczne zmiany liturgiczne

Garść refleksji nad zmianami liturgicznymi – Maria K. Kominek OPs

Od wielu lat staram się codziennie być na mszy świętej. Oczywiście uczestniczę głównie w mszach odprawianych według Novus Ordo Missae, zwanego w skrócie NOM. Jak tylko jednak mi się uda być na mszy “trydenckiej”, korzystam z możliwości. W ciągu tych lat widziałam bardzo różne celebracje “nowej” mszy, czyli mszy świętej w rycie zwyczajnym. I tylko jeden “rodzaj” celebracji w rycie “nadzwyczajnym”. Chociaż (zaznaczam specjalnie, by nie wywołać błędnego wrażenia), że uczestniczyłam w mszach trydenckich , odprawianych przez różnych kapłanów. Nie mam tu na myśli czasów sprzed reformy liturgicznej. Wtedy, siłą rzeczy, nie było porównania, a i ja byłam albo za młoda, albo za głupia, by zastanawiać się nad liturgią. W czasach późniejszych jednak w niektórych kościołach, najczęściej zakonnych, można było w miarę często być na mszy porannej w rycie trydenckim. Z reguły celebrowali ją starsi księża, którzy mieli na to pozwolenie od Kardynała Prymasa St. Wyszyńskiego lub swoich przełożonych. Reforma liturgiczna, dzięki Prymasowi Tysiąclecia była wprowadzana bardzo powoli. Pozwoliło to ustrzec Kościół w Polsce przed ruiną, która miała miejsce na Zachodzie Europy. Choć i w tamtych czasach byli księża “nowatorzy”, było ich na tyle mało, że nie potrafili zaszkodzić ogółowi. Takie nowinki jak “msza beatowa” w Podkowie Leśnej były przyjmowane raczej z sympatią. Trzeba jednak dobrze sobie uświadomić, że większość z nas dała się ponieść pewnej euforii i wydawało się nam, że zmiany liturgiczne mogą wyjść Kościołowi tylko na dobre. Wspomina o tym w różnych swoich rozważaniach kardynał J. Ratzinger. Widział on skutki reformy – opustoszałe kościoły i wcześniej zauważył, że oczekiwana wiosna zmieniła się w srogą zimę.

Read the rest of this entry

Wojna 40-letnia o…klęczenie!

M-B-CZCo to za wojna? Ktoś coś tu wymyśla? Oj, wojna i to o wiele większa niż atomowa. Straszliwe uderzenie nakierowane jest w samo Serce Kościoła czyli Najświętszą Eucharystię. Wszystkie rozpowszechnione i podobno ulegalnione (jakoby za pozwoleniem władz kościelnych, a to jest kłamstwo) akty, sposoby profanacji czy chociażby zobojętnienia, braku szacunku względem Najświętszego Sakramentu – to są sposoby, którymi próbuje zniszczyć się kult św. Eucharystii, a co z tym się bezpośrednio wiąże – Kościół. Jak szatan zniszczy Kościół (na szczęście Pan zapowiedział w Ewangelii, że to się nigdy nie stanie) – a zadać cios w Serce to zabić – to już cały świat klęknie przed demonem na kolana. Ale tak się nie stanie. Oczkiem w głowie dla wrogów Kościoła jest tak jak przez wiele stuleci Polska. Znowu naszym zadaniem jest powstrzymać nawałę tylko tym razem o wiele gorszą od tureckiej i szwedzkiej i paru innych razem wziętych. I powstrzymamy i zwyciężymy! 

Batalia toczy się w największym nasileniu od mniej więcej 40 lat (stąd tytuł), a masoneria i moderniści nadal są zszokowani, bo jak do tej pory jeszcze Polska jakoś się trzyma. Trzyma się Chrystusa, sakramentów, wiary katolickiej. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby powszechnie dobrzy katolicy nie uwierzyli w jedno z największych kłamstw naszej epoki. Kłamstwo to polega na tym, że wszelkie profanacje czyli „genialne” i nowoczesne – modernistyczne metody związane np. z przystępowaniem do Komunii św., nadzwyczajnymi szafarzami, zmianami w prezbiteriach (oj! jest tego dużo) zostały wprowadzone legalnie – mało tego, że kolejni Papieże tak sobie życzyli. Nie, nie życzyli sobie, ani Chrystus sobie nie życzył. Fama poszła, że ten kto np. nie chce przyjąć Komunii św. z rąk nadzwyczajnego szafarza to sekciarz i nie słucha się Kościoła. Jest oczywiście na odwrót. Ale te wszystkie kłamstwa będziemy tu próbowali stopniowo demaskować, żeby polscy katolicy mogli stawić skuteczniejszy opór najeźdźcom, którzy chcą nam wyrwać największy Skarb – Eucharystię – bijące Serce Kościoła!

Aby lepiej zrozumieć tajniki tej wojny duchowej, wniknęliśmy trochę w historię Kościoła i powiązaną z nią historię najnowszą naszej Ojczyzny, która pozwoliła nam wiele zrozumieć. Poniżej dzielimy się tymi spostrzeżeniami.

Pewien polityk (Jan Maria Jackowski) napisał kiedyś książkę pt: „Bitwa o Polskę”. W książce było dużo o próbach niszczenia naszej Ojczyzny na płaszczyźnie politycznej i gospodarczej. Atmosfera bitwy, jak sugerował tytuł, została znakomicie oddana. Jednak nie tylko na płaszczyźnie społeczno – ekonomicznej toczą się boje o nasz kraj. O Obrona-Jasnej-Górywiele większa bitwa, a właściwie wojna, toczy się w sferze ducha. Kraj nasz od wieków był poligonem wielkich wojen (warto, a nawet trzeba tę historię znać!), lecz dzięki Matce Bożej wychodziliśmy z tych perypetii obronną ręką i ufam, że obecna wojna zakończy się naszym zwycięstwem. Duchowa wojna o Polskę (o wiele bardziej groźna niż fizyczna)  toczyła się przez wieki – bo o ile nasz kraj był szczególnie umiłowany przez Matkę Najświętszą, o tyle był szczególnie znienawidzony przez szatana. Nic dziwnego – Niepokalana zawsze przyciągała nienawiść apokaliptycznego smoka, który nie może Jej zaszkodzić, więc poszedł „walczyć z resztą Jej (Niewiasty) potomstwa”. Maryja chroniła nasz naród, a Bóg za Jej wstawiennictwem dawał nam wielkich wodzów – zarówno wojskowych, królów, polityków, jpII i prymasjak i dostojników kościelnych. Szczególnie wielcy z tych ostatnich to św. Jan Paweł II, Prymas tysiąclecia Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński i Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki. Specjalnie wymieniam tych związanych z okresem wojny, którą rozpoczęli w Polsce komuniści (po II wojnie światowej). Nie napiszemy tu, jak wielka była to wojna o naszą wiarę, jak wielkie bitwy były toczone, jednak warto zajrzeć do Pamiętników zmarłej niedawno w opinii świętości (dla mnie to święta i koniec) Marii Okońskiej – jest ich wydanie książkowe. Książka ta powinna być bestsellerem przynajmniej polskich katolików. Dodam tylko o ks. Franciszku Blachnickim (postać nieco mniej znana), założycielu ruchu Światło – Życie, który właśnie przez działalność tego Ruchu doprowadził nie tylko do uratowania, ale do ożywienia wiary ówczesnej młodzieży, co do dziś procentuje! Tyle historii trochę dawniejszej. Przejdźmy do początków aktualnej wojny, która rozpoczęła się mniej więcej w latach 70-tych końca ubiegłego stulecia. Read the rest of this entry