„Lubię usiąść i pogadać z Bogiem, moim kolegą”

Faryzeusz-i-celnik1Czy fizycznie kosztuje coś przyjmowanie Komunii św. na klęcząco? Większość ludzi nic (problem to podeszły wiek, inwalidztwo itp). Czy jest fizycznym problemem przyklęknąć przechodząc koło tabernakulum np. z jednej strony kościoła na drugą? Oczywiście, że najczęściej nie ma.

Te wszystkie, prawie retoryczne pytania stawiam po to, by zwrócić uwagę na rzeczywistą przyczynę braku oznak czci i szacunku dla Boga – szczególnie w tajemnicy św. Eucharystii. Domyślamy się, że przyczyna jest w naszej wolnej woli – decyzji wewnętrznej, osobistej – czy w taki czy inny sposób uszanować (lub nie) Chrystusa. Do takiej postawy wolna wola czerpie siłę nie tyle ze zdrówka, dobrego samopoczucia, tylko z Miłości. Prawdziwej Bożej Miłości, opartej na wierze. Tak na marginesie: wzrusza mnie widok staruszków, którzy ledwo się poruszają, ale przed Panem ukrytym w tabernakulum uklękną (nie bez dużego trudu) na dwa kolana na posadzkę – jest to niesamowite świadectwo i powinno zawstydzać tych w pełni sił! Kto kocha, nie przejdzie obojętnie (też i w wyrazie zewnętrznym) obok Umiłowanego. Kto wierzy, że w konsekrowanej Hostii jest obecny kawałBóg w swoim niepojętym Majestacie, ten odczuje bojaźń (nie strach), dzięki której czymś naturalnym będzie chociażby przyklęknięcie. Bóg to nie kolega, choć dla nas bardzo się poniżył. Często nasza postawa dużo mówi o naszym stosunku do Pana Boga, tak jak w tym kawale z boku na obrazku. Niestety, u wielu ten kawał to rzeczywistość…

Czasem ktoś rozeźlony, pragnąc poniżyć na ile się da drugiego człowieka, mówi mu: „na kolana psie!”. Nie zapominajmy, że przed obliczem Boga jesteśmy kimś znacznie mniejszym i nędzniejszym niż pies przed naszym ludzkim obliczem. My jesteśmy nicością, prochem, a On jest Wszystkim, naszym Stwórcą Wszechmogącym. Naśladujmy świętych – oni byli bardzo przeniknięci Bojaźnią Bożą.

Do tej pory wymieniliśmy problemy z klękaniem nie będące (w większości wypadków) problemem dla naszej fizyczności. Istnieje takie klęczenie, które jest już problemem, choćby niewielkim nawet dla zdrowych. To rozłożone w czasie – kilka, kilkanaście minut, może godzina, dwie… – klęczenie w adoracji (no właśnie adoracji – gdy adorujemy, to klęczenie jest tego wyrazem) przed Najświętszym Sakramentem, czy to uroczyście wystawionym w monstrancji czy obecnym w tabernakulum. Prawie wszystko jedno – ale to temat na osobny artykuł. Dość, że niestety u wielu (zdrowych i nie starych) postawa klęcząca nie jest oczywista. Zasiąść przed Panem, oczywiście wygodnie, jak przed kolegą jest u wielu normą. Gorzej – nawet nie jak kolegą – niektórzy być może myślą (może nawet podświadomie), że tak zasiadając napełniają się jakąś (tajemniczą?) mocą. To jakby taka medytacja, by wystawić się na działanie bezosobowej siły. Właśnie, bezosobowej. U wielu jest wiara, że Najświętszy Sakrament to rzeczywistość cudowna, bogata w łaskę, ale nie Osoba. Przecież absolutnie najważniejszy jest tu (w każdej innej formie modlitwy też) wymiar osobowy – zwracam się do Boga, który jest Osobą miłującą mnie, zniżającą się do mnie, ale jednak nieskończenie ode mnie potężniejszą. Jeśli nasza wiara opiera się na jakiejś bezosobowej mocy to czym różni się w swej istocie nasza modlitwa od np. medytacji wschodu?!

Oczywiście, są przeróżne sytuacje, chociażby zdrowotne, czy samopoczucia, które przeszkadzają nam w klęczeniu, ale czyż wtedy nie powinniśmy usiąść np. mniej wygodnie, na brzegu krzesła, bez opierania się?! Tu nie chodzi o to, żeby na kogoś, czy samego siebie gotować bicz pełen napięcia i stresu, wiadomo, że jak kolana za bardzo bolą, to warto odpocząć jakiś czas na siedząco. Jednak to są wyjątki, a jak mawiają: wyjątek potwierdza regułę. Zobaczmy jak ostro na temat wygody na modlitwie mówi św. Teresa od Jezusa (Doktor Kościoła!): „Jest to błędem myśleć, że Bóg przypuszcza do przyjaźni i poufałości z Sobą osoby szukające własnych wygód”. „Wygody i modlitwa nie mogą się z sobą pogodzić.”

A jeśli ktoś myśli, że inni to powinni klęczeć, a on z racji tego, kim jest, może sobie pozwolić na rozmowę z Bogiem jak z kolegą, tego odsyłam do ewangelicznej przypowieści o faryzeuszu i celniku. Właśnie – celniku! I kropka. A na sam koniec oddajmy głos świętemu proboszczowi z Ars, Janowi Marii Vianney. Oto fragment Jego kazania, całość tutaj.

„(…) Już przy wejściu do domu Bożego, przejmijcie się uczuciami skruchy i wesela, że możecie stanąć przed Bogiem Wielkim i Świętym. Obyście okazali usposobienie celnika, który przyszedł na modlitwę do świątyni jerozolimskiej. Mówi św. Łukasz, że stanął przy samych drzwiach, spuścił oczy na ziemię, nie śmiał spojrzeć ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił do Boga: Panie, zlituj się nade mną, bo jestem wielki grzesznik. A zatem on wręcz inaczej czyni, niż wielu chrześcijan, którzy często z dumną i arogancką miną wchodzą do kościoła. Chociaż może więcej grzechów mają na sumieniu niż włosów na głowie, mimo to stają przed obliczem Boga z wielką obojętnością, a nawet rodzajem pogardy. Żegnają się wodą święconą bezmyślnie, jak gdyby brali zwykłą wodę do umycia rąk. Nie wiedzą o tym, że gdy się żegnamy wodą święconą z uszanowaniem, otrzymujemy przebaczenie grzechów powszednich i usposabiamy się do godnego słuchania Mszy św. Celnik w swej pokorze, uważa się za niegodnego, by stanął przed obliczem Boga, kruszy się na widok grzechów swoich, nie śmie wzroku podnieść ku niebu. Zupełnie inaczej zachowuje się niż wielu chrześcijan z imienia tylko, którzy w kościele szukają wygód, którzy nie chcą uklęknąć, co najwyżej zginają kolana tylko na krześle, a w czasie podniesienia z biedą uchylają głowę. Najczęściej rozciągają się wygodnie na krześle i zakładają nogę na nogę. Nie chcę już mówić o tych, którzy zamiast w kościele opłakiwać swe grzechy, roztaczają tu swą próżność i zniesławiają pokornego Zbawiciela świata. Niektórzy w kościele zwracają na siebie uwagę i podniecają w sobie ogień wstrętnych namiętności. Nasz celnik bił się w piersi i żałował za grzechy popełnione. O gdyby chrześcijanie za dni naszych zechcieli naśladować upokorzonego celnika, wracaliby do domu z obfitymi korzyściami, jako pszczółka wraca do ula, znalazłszy upragnione kwiaty.”

Reklamy

Posted on 29 marca 2015, in klękanie and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: