Zaproszenie na drogę do nieba

JP2_KrzyzJeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9,23).  Wysoką poprzeczkę stawia Pan Jezus wszystkim chrześcijanom. Dlatego tych prawdziwych – czyli wypełniających lub przynajmniej starających się wypełniać to wskazanie z Ewangelii jest bardzo, bardzo mało. O wiele, wiele więcej jest tych, którzy deklarują się jako chrześcijanie i to tacy naprawdę na wysoki połysk. Niestety, ta deklaracja nie może być prawdą, ponieważ nie można jednocześnie być uczniem Chrystusa i nie chcieć wypełniać Jego Słowa. Wielu powie, że chcą, ale gdy się przechodzi do konkretów zapisanych w Ewangelii to….

Konkrety. Przed laty wielu wchodzących (wówczas w wieku młodzieńczym) do przeróżnych ruchów, młodych ruchów katolickich, szczerze oddawało swoje życie na przepadłe Chrystusowi. I tak było na początku – to były piękne i szlachetne porywy młodych, szczerze kochających Chrystusa serc. Można z perspektywy czasu jedno napisać – przeoczono naukę o Krzyżu. Wszystko miało być pobożnie i… lajtowo… Nie da się jednak bez pójścia wąską i krętą ścieżką pod stromą górę – wielu zostało prawie oszukanych, że się da (nie był to prawdopodobnie zabieg celowy – może tak jakoś wyszło…?). Że można być wspaniałym uczniem Jezusa i jednocześnie spędzać życie ziemskie na sielance. Potem przyszły realia życia – zakładanie rodziny, praca zawodowa, dom, pieniądze, coraz lepsze i zdrowsze jedzenie, wykształcenie dzieci. Wszystko z grubsza trzymało się pewnych norm – 10 przykazań – i jakoś to szło. Dzięki przestrzeganiu przykazań Bożych Pan Bóg błogosławił – grupa zaangażowanych, gorliwych katolików w Polsce jest jedną z zamożniejszych, dobrze prosperujących materialnie, prowadzących dość wygodne życie. To wszystko jest dobre, ale wg Ewangelii nie powinni byli byśmy na tym poprzestać. Odpowiedź – co dalej – jest w przypowieści o bogatym młodzieńcu: „Jezus mu odpowiedział: «Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!»” (Mt 19,21). Ponad 19-cie wieków chrześcijaństwa – pism świętych, zakonników, w ogóle dzieł ludzi Kościoła skupia się jak w soczewce na tym zdaniu. Nie piszę : prawie 20 wieków – bo niestety, gdzieś w połowie XX w. to czcigodne dążenie wielu ludzi Kościoła zaczęło być spychane na dalszy plan. Zaczęto (w sposób przebiegły – np. przez odpowiednio lansowane publikacje – nic dziwnego, że bł. Paweł VI zniósł imprimatur) powszechnie głosić, że chrześcijaństwo to dość lajtowa religia, że trzeba cieszyć się życiem i… katolicy niestety chętnie to podchwycili. Zrobiono z drogi krzyżowej uczniów Chrystusa słodkawą papkę o zapachu migdałów (tak właśnie pachnie cyjanek potasu – stąd porównanie). Praktycznie nastąpiła dewaluacja Ewangelii – przynajmniej tych najbardziej wymagających fragmentów. Czyż nie na kanwie tej „nowoczesnej” ascezy (pewnie wielu nie wie co to znaczy asceza….. tu jest kot pogrzebany…), zniesiono praktycznie post eucharystyczny (godzina?! – trudno nazwać postem, nawet żarłoki poszczą po co najmniej osiem godzin… jak śpią!) – gdyby to jeszcze była godzina do początku Mszy św. – a tak to chyba najbardziej jest po to, żeby wierni nie wcinali chipsów (i tak niektórzy to robią) w kościele – chyba to ustępstwo w prawie kanonicznym właśnie jest tylko po to! Więcej o poście eucharystycznym pisaliśmy tutaj. Wróćmy do Ewangelii. Sprzedać, co posiadamy! A posiadamy dużo, wcale nie mniej niż bogaty młodzieniec. Wygodne, praktycznie dostatnie życie (wielu narzeka, że ma za mało – ale tak działają bogactwa tego świata – człowiek wciąż jest nienasycony…), coraz lepsze samochody, mieszkania, jedzenie. Ostatnimi laty pojawił się (wśród katolików) nowy element (znacznie częściej niż przed laty), który świadczy o znudzeniu życiem i dekadencji chrześcijaństwa – zabawy, imprezy. Oczywiście pod szyldem pobożności, nawet spotkań modlitewnych, a jakże!!! Przykłady. Najczęstsza forma – agapy. Widzę urażonych, którzy już dalej tego artykułu nie czytają. Zajrzyjmy do Pisma Świętego – już pierwsi chrześcijanie uczyli się spotykać nie na pijaństwo (to słowo nie oznacza tylko napojów odurzających) i obżarstwo. Agapy miały służyć celom dobroczynnym, a nie własnemu zadowoleniu. Przypomnijmy sobie, co nasz Pan mówi o agapach: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych.  A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych» (Łk 14, 12-14). Oczywiście, jeśli trzymać w ryzach umiarkowania to mogłyby sobie być. Tych ryzów jednak mało które wspólnoty katolickie trzymają. Podobno nic nie stoi na przeszkodzie, żeby urządzić solidną agapę w Wielkim Poście… Kolejny przykład to spotkania modlitewno – formacyjne – oczywiście w wielu wypadkach przy suto zastawionym stole. Wspólne spotkania z jakiejś okazji zupełnie słusznej – np. kolędowanie – jednak podsumowane imprezą na wysoki połysk (niejedna firma cateringowa nie powstydziłaby się tej jakości). Modne są „pielgrzymki” – w cudzysłowiu, bo z utrudzeniem i pożytkiem duchowym prawdziwych pielgrzymek mają niewiele wspólnego. Tak się nazywa wycieczki np. do miejsc świętych (to na pewno jest dobre), jednak głównym celem nie jest duchowa odnowa, modlitwa. Nie, główny cel to atrakcja zwiedzania, odmiana szarzyzny życia, a hotele i luksusowe autokary mało przypominają ascezę pielgrzymkową. (Oczywiście są i chwalebne wyjątki – podobno bardzo pożyteczne, bo wielu się nawraca – są to pielgrzymko – wycieczki do Medjugorie). Wracając do agap – ktoś może spyta: co w tym złego??? Ano to, że rozmija się to z nauką chrześcijańską, która mówi o umiarkowaniu w jedzeniu i piciu, walce z łakomstwem, umartwieniu zmysłów, miłości bliźniego, która podpowiada, że coś jest nie tak, że ja mam pyszne jedzonko, a inni umierają z głodu… Są i spotkania wirtualne – np. fejsbuk, zmarnowane godziny na pogaduszki, ploty – zmasakrowane 8 przykazanie… Na koniec tych smutnych rozważań coś, co we wszystkich sercach, które prawdziwie kochają Chrystusa obudzi niesmak. Otóż niedawno – kilka dni przed sylwestrem członkowie jednego z największych katolickich ruchów w Polsce w Warszawie zorganizowali noc…. filmowo – zabawową (przy filmach np. Disneya – czy konieczne jest w tym miejscu pisać o szkodliwości moralnej tych „niewinnych” kreskówek?). Pomyśleć, że kilkadziesiąt lat temu budziły u polskich katolików zgorszenie opowieści z bogatego zachodu, gdzie zakonnicy(!) organizowali podobne noce czuwania – filmowe. Powiecie, że to byli zakonnicy…….. – dobrze!, dokończcie więc sami tę myśl……..!!

Chrześcijanie powinni (a może nieprawda??!!) żyć prosto, skromnie i nawet ubogo (popatrzmy sobie na życie świętych, a przede wszystkim na św. Rodzinę i stajenkę betlejemską…). No i na pewno nie powinni żyć dla przyjemności. Mało tego – mistyka chrześcijańska (np. św. Jan od Krzyża) nakazuje wręcz życie odrzucające nie tylko przyjemności tego i z tego świata (materialne) ale także duchowe (to bardzo wielki skrót myśli tego Doktora Kościoła – proszę nas nie posądzać o herezję…). Ale Chrystus dużo od nas wymaga, co? Już Jego uczniowie to zauważyli („Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?„) i w konsekwencji nie rzadko odchodzili. Z drugiej strony dobry kochający Ojciec pragnie nas uchronić przed wieloma łącznie z największym nieszczęściem do jakiego prowadzi dążenie do przyjemności. Spójrzmy na rodziny i to katolickie w całej pełni. Zdarzają się tam coraz częściej dziwne, a właściwie tragiczne sytuacje łamania dziesięciu Przykazań Bożych. Dokładnie z powodu pieniędzy, które są właściwym źródłem przyjemności tego świata. Bywa, że współmałżonek niszczy swoją drugą połowę – i to z jaką perfidią. Znamy sytuację, gdzie z błahych powodów (słabości jak u każdego, nie – pijaństwo) został oddalony mąż, mało tego został stopniowo przez miesiące zniszczony materialnie – po imieniu nazywając okradziony doszczętnie. Po rozwodzie, na który się nie zgadzał zniszczony materialnie (potrafił zarabiać bardzo dużo) do tego stopnia, że wylądował w schronisku dla bezdomnych. Ileż złamanych przykazań Bożych tylko po to, żeby tak okrojonej rodzince „głęboko wierzącej” żyło się przyjemnie, dostatnio, lajtowo….. Módlmy się za rodziny – one są strasznie teraz atakowane przez szatana i to się nasila. Wróćmy do tematu – rozważmy sobie Słowa Chrystusa: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem  (…) Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. ” (Łk 14,26-27.33). Nie znaczy to jednak, że ci, co nie chcą pójść trudną drogą Krzyża nie będą zbawieni – i potępieni w czambuł. Można tak żyć, jak wegetuje ostatnio znaczna część katolików w krajach nieprześladowanych. Można, ale po co? Przyjdziemy na Sąd Boży z miarę czystymi rękami, ale pustymi. I to będzie nasze największe cierpienie czyśćca (o ile nie skończymy gorzej – a przy takim życiu ryzyko się zwiększa!) – że nie daliśmy prawie nic Temu, Który nas ukochał do szaleństwa Krzyża. Czy warto tak żyć, bez Miłości (specjalnie przez duże M) – Miłość bowiem dopiero poznaje się w świetle Krzyża. Chrystus już w stajence betlejemskiej był na Krzyżu. Nagie Ciało, potem słabo okryte, fatalne „mieszkanie”, głód, zimno, które w naszym klimacie należałoby porównać do 20-stopniowego mrozu. A cierpienia Jego Matki i Opiekuna – czy nie słyszeli Oni, szukając miejsca na Narodziny Mesjasza (Jezus jako Bóg, też słyszał) słów, które 33 lata później wykrzyczeli Żydzi: „Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza!” ?! Niestety, liczą się czyny nie słowa. Jeśli słowami wyrażam swoją miłość do Jezusa, a potem wybieram nocne czuwanie na zabawie i obżarstwie, lub pogaduszkach zamiast przy tabernakulum to w praktyce …. no co w praktyce?????  Tak, to przegięcie – to był skrajny przykład, nie gniewajcie się. Normalnie jest bardzo trudne wyrzec się dla kogoś siedzącego miejsca w tramwaju, zrezygnować z kanapki na trzy godz. przed Mszą św. To wszystko jest trudne, jesteśmy bardzo słabi, ale czyż dobry Bóg o tym nie wie?! Wie i czeka tylko, byśmy Go poprosili o pomoc w pójściu Drogą Krzyża. A najlepiej uczyńmy to przez Matkę Słowa Wcielonego. Ona swoją łagodną ręką weźmie nas jak dziecko na spacer i stopniowo, delikatnie nauczy wchodzenia na… Kalwarię. Bądźmy Jej posłuszni – od prawie dwóch wieków wciąż nalega w czasie Objawień (wiele zatwierdzonych przez Kościół – chociażby np. Lourdes, Fatima, Kibeho, Akita – te ostatnie dwa też zatwierdzone), żeby modlić się Różańcem, na to samo nalega Kościół – są aż trzy uroczyste dokumenty Papieży na ten temat!!! I co? – która rodzina (gorliwie katolicka!) odmawia razem codziennie część Różańca?! Zdarza się dziesiątek, ale wybaczcie – to za mało… Naprawdę, odnosi się wrażenie, jakby w tych wszystkich cudownych Objawieniach Matka Boża jakby „przynudzała”, albo jakby Jej słowa trafiały jak groch o ścianę. Serce kochającego dziecka powinno w końcu dać się złamać Najukochańszej Mamie! Druga pomoc, jakże niedoceniana to Eucharystia. Owszem, wielu chodzi codziennie na Mszę św., odfajkowuje i zostawia Pana Jezusa samego nie tylko w kościele – w tabernakulum, ale także we własnym sercu. Ale żeby odnawiać w sobie pamięć o świętej Obecności Pana we własnej duszy, trzeba nawiedzać Najświętszy Sakrament. Tu mamy Pokarm, mocą którego dojdziemy na szczyt drogi chrześcijańskiej – czyli Kalwarię. I dopiero na tej Drodze staniemy się szczęśliwi! Chyba wiemy, że to właśnie przez tajemnicę Krzyża dochodzi się do nieba?! Jednak musimy do znudzenia powtarzać – nikt, bez wielu czuwań przy tabernakulum nie jest zdolny dzisiaj pójść tą drogą. Takie czasy – trudniejsze niż kiedyś, kiedyś wystarczało (być może) mniej modlitwy, żeby mieć siły do prowadzenia prawdziwie chrześcijańskiego życia. Trzeba nam czerpać siły z Sakramentu Miłości.

Reklamy

Posted on 5 stycznia 2015, in Fundamenty Kościoła and tagged , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: