Na czym oprzeć swoją wiarę?

tajemnica_2_3Gdyby pytanie w tytule zadane brzmiało: „Na Kim oprzeć swoją wiarę? Odpowiedź byłaby bardzo prosta – na Panu Jezusie – „On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.” (Kol 1,17).  Ale gdzie Go znaleźć? Jest przecież niewidzialny. Niezupełnie niewidzialny – Jezus Chrystus jest obecny w swoim Kościele, Słowie, Najświętszym Sakramencie. Rozwińmy dalej to rozważanie w kontekście oparcia intelektualnego (prosimy pamiętać, że poniższe rozważania są świadectwem wiary zwykłych ludzi świeckich – nieuczonych, więc jeśli ktoś z czytających zauważy błąd doktrynalny, to prosimy o kontakt i rzeczowe wskazanie). Z pomocą przychodzi nam Konstytucja dogmatyczna o Objawieniu Bożym „Dei Verbum”: „Jasne więc jest, że Święta Tradycja, Pismo św. i Urząd Nauczycielski Kościoła, wedle najmądrzejszego postanowienia Bożego, tak ściśle ze sobą się łączą i zespalają, że jedno bez pozostałych nie może istnieć, w wszystkie te czynniki razem, każdy na swój sposób, pod natchnieniem jednego Ducha Świętego przyczyniają się skutecznie do zbawienia dusz.” Wszystko jasne – tylko chrześcijańska codzienność wiedzy, wiary, intelektu katolików praktycznie opiera się na innych nieco zasadach. Można je streścić w znanym ludowym porzekadle: „wywrócić kota do góry ogonem„. Takie jakby śmieszne przysłowie – złapać kota za ogon i…do góry (kto nie zna obyczajów kotów ciąganych perfidnie za ogon to niech się dowie, że taka przyjemność nie jest za darmo) – a potem…  z dzieckiem do szpitala – podrapana do krwi twarz, może już nawet nie ma oka? Tragedia – naprawdę. Nie inaczej jest w rzeczywistości duchowej – wiary, moralności. Jednak tragedią duszy nieśmiertelnej większość ludzi specjalnie się nie przejmuje… W takim razie trzeba tu coś napisać, żeby się przejęli.:

Dawno, dawno temu w przepięknej krainie, mieszkali sobie przepiękni, wspaniali, szczęśliwi, wciąż młodzi Adaś i Ewa. I tak miało być bardzo długo. A potem miało być jeszcze piękniej – i to na zawsze. Jak w bajce – rzecz w tym, że to zdarzyło się naprawdę. Jednak jedna rzecz troszeczkę psuła ich szczęście. Mieszkali w przepięknym ogrodzie, w którym można było sobie zrywać przesmaczne i w niesamowicie wielkim wyborze owoce, ale z jednego drzewka Pan Bóg zabronił – nawet nie wolno było dotykać tego drzewa. No i jak to z dziećmi bywa ciekawość nie daje spokoju. Szczególnie Ewie. Mimo zakazu zerka w stronę drzewa i widzi: no, no, jaki fajny gościu, oplótł się zwinnie dookoła pnia, dostojny, długi o przepięknych kolorowych łuskach. A Jego wymowa i życzliwość i dostojeństwo i jest tak blisko, a Pan Bóg tak daleko. Mówi: „ze wszystkich drzew zabroniono wam jeść?” – „nie” – zgodnie z prawdą odpowiada Ewa. Ale podoba jej się życzliwe podejście do ludzkich problemów. I zaczyna się rozmowa. Przepyszne jabłko zjedzone, trzeba teraz Adasia namówić. Adaś myśli – Bóg zabronił, ale jest daleko, tamten wąż to może i nie jest dobry, ale Ewcia zadowolona, to chyba będzie ok? Znamy zakończenie – nie było okey. Czyż nie doszło do tragedii – w tym przy okazji i naszej?

Dlaczego? Wróćmy do naszego kota – czyż obydwoje nie wywrócili go do góry ogonem? Wywrócili, bo byli posłuszni – tyle, że nie wg właściwej hierarchii. Zwróćmy uwagę jak wielki wpływ na ludzkie decyzje ma bliskość tego, kogo i czego słuchamy (co czytamy itp.). Mama daleko, w domu, ja jestem w szkole, a koleżanka ma taki fajny pomysł na wagary itd.. Te dogmaty, przykazania, mądre encykliki – tak trudnym językiem pisane, ciężko czytać, tak to wszystko jest męczące i dalekie od naszej codzienności – a w pobliżu tylu mądrych, życzliwych, głoszących miłosierdzie i na luziku autorytetów duchow(n)ych. Trudno nie ulec pokusie – a przecież musimy sprzeciwić się tej pokusie, bo inaczej możemy kiedyś usłyszeć „Nie znam was!”. Jak często (nie piszę o obojętnych – tylko o gorliwych katolikach!) w gronie chrześcijan słyszy się krytykę tej czy innej decyzji bł. Pawła VI, lub np.: mówi się o błędach ekumenicznych św. Jana Pawła II… A tego nam nie wolno! To były decyzje Ducha Świętego – a chyba wiemy, jak poważny to rodzaj grzechu przeciw Niemu! (Co innego, gdy badamy czy dana decyzja na mur beton pochodziła od Papieża. Bo w sprawach ważnych to musi być na mur beton. Wierni mają prawo mieć 100% pewności, że to rzeczywiście Papież wprowadził posługę nadzwyczajnych szafarzy czy komunię na rękę!).

Dlaczego hierarchia tego, na czym opieramy nasze rozeznanie nie wygląda np. tak: przede wszystkim czytać dużo i ze zrozumieniem Słowo Boże, modlić się na Różańcu, prosić Matkę Bożą o pomoc w rozeznaniu, przeczytać tą lub tamtą encyklikę, jakąś książkę np. „O naśladowaniu Chrystusa” – potem dopiero porozmawiać z kimś w pobliżu (szczególny wyjątek stanowi stały spowiednik – poruszane rozważania nie rozwijają tego tematu na pewno bardzo ważnego). Rozważmy: „Uważajcie na to, czego słuchacie” (Mk 4,24), „Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą” (Mt 24,11). W takim razie jak wybrnąć z tego zamieszania? Na pomoc przychodzi nam Apostoł narodów św. Paweł, zawsze logiczny, w przeróżnych wyliczankach zawsze zachowujący hierarchiczną kolejność: „On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami” (Ef 4,11)

1. „On ustanowił jednych apostołami” W konstytucji dogmatycznej o Kościele „Lumen Gentium” ojcowie soboru zawarli myśl – porównanie Kościoła między innymi do Bożej budowli. Tą budowlę wykorzystamy w naszych rozważaniach. Kto jest fundamentem tego budynku? Chrystus, przez swoją Śmierć i Zmartwychwstanie i Zesłanie Ducha Świętego założył fundamenty tej świętej budowli jaką jest Kościół. Jezus Chrystus jest Słowem Ojca – Kościół wspiera się na Słowie Bożym. Przypomnijmy sobie Rok Wiary – czy Benedykt XVI nie chciał nam jakby pokazać wagi powrotu do podwalin naszej wiary? Chyba każdy ma przed oczami wystawione Pismo św. i Katechizm Kościoła Katolickiego w kościołach? A gdyby jednak ktoś z tego świętego budynku zaczął wyrywać lub zmieniać cegiełki Pisma Świętego, Katechizmu, to pewnie budynek by się zawalił?! Nikt nie jest uprawniony, by taką operację przeprowadzić. Nikt – nawet każdorazowy następca św. Piotra. Każdy Papież pełni funkcję służebną wobec Słowa Bożego (tu zawarta jest też sfera wskazań moralnych) i co istotne – siedmiu świętych sakramentów. I jeszcze ważniejsze – żaden człowiek nie może wyciągnąć Kamienia Węgielnego: „A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus.” (Ef 2,19-20). Po prostu Kościół bez tego Kamienia przestałby w ogóle nim być!

Spróbuję użyć jeszcze porównania ewangelicznego o krzewie winnym – może dla naszej polskiej rzeczywistości bliżej będzie zamienić winny krzew na jabłonkę. Wyobraźmy sobie „genialnego” sadownika, który odciął z całej jabłoni wszystkie konary z gałęziami i owocami. Został goły pień (w przypowieści o winnym krzewie pień to Chrystus). Ciąg dalszy operacji. Pień został wykopany. Ścięte wcześniej konary wkopane w miejsce, które po pniu pozostały – a sadownik stwierdził, że powstała nowoczesna jabłoń. Genialne, nie?! Chyba nie trzeba komentarza? Niestety, właśnie w Kościele pojawiło się dużo takich „genialnych sadowników”! Iluż to w ostatnich dziesięcioleciach pojawiło się “genialnych” egzegetów wyjaśniających na nowo św. Biblię? Ileż dowodów, że np. cuda tam opisane da się racjonalnie wytłumaczyć?! A uderzenie w świętość i szacunek dla Najświętszej Obecności naszego Pana w Eucharystii, czyż nie jest dowodem na próbę wyrwania nam Kamienia Węgielnego? Do czego to wszystko zmierza? A jeśli – co gorsza – pojawi się taki “sadownik” na samym szczycie władzy Kościoła, który zrobi to, co ten z naszego przykładu? Jeśli się pojawi, to nie będzie to prawdziwy Namiestnik Chrystusa. Będzie to oszust. Zacytujmy św. Franciszka Salezego, doktora Kościoła – cytat pochodzi z dzieła „Kontrowersje” (początek rozdz. XIV): „Teraz kiedy [papież] byłby otwarcie heretykiem, pozbawia się w samej rzeczy swojej [papieskiej] godności i staje poza Kościołem, a Kościół musi albo go wyrugować albo, jak niektórzy twierdzą, uznać za wyrugowanego ze Stolicy Apostolskiej i powiedzieć tak, jak powiedział św. Piotr: Niech inny zajmie Jego miejsce”. Powiecie – to bajka, niemożliwe – nigdy się nie wydarzy! A to: “Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem Mesjaszem” (Mt 24,5) – jeżeli będą podszywać się pod Chrystusa, to co dopiero pod Jego sługę – Papieża!

Wydawać się może, że jak do tej pory ten fragment z Ewangelii (podobnych jest więcej) jeszcze się nie wypełnił (a warto pamiętać, że w historia widziała 37 fałszywych papieży albo antypapieży). Istnieje więc ryzyko, że spełnienie tych smutnych zapowiedzi może przyjść na nasze czasy! O tym jest nawet w Katechizmie: „Przed drugim przyjściem Chrystusa, Kościół musi przejść przez ostateczną próbę, która zachwieje wiarę wielu wierzących … w formie religijnego oszustwa, którym będzie apostazja.” (KKK 675) – czuwajmy więc – w Ewangelii jest dużo na temat czuwania! Najnowsza historia Kościoła nas rozpieściła (jeśli chodzi o papiestwo) i niestety uśpiła… Dawniej były szalone problemy np. z antypapieżami… Żaden prawdziwy następca świętego Piotra nigdy nie uderzy w Kościół, tym bardziej w Jego fundamenty. Nasz Pan to zagwarantował: “Ty jesteś Piotr – Opoka (Skała) i na tej Opoce zbuduję mój Kościół”. Skała jest nie do ruszenia. Jednak Kościół przez 19-cie wieków był ostrożny. Dopiero w XIX w. ogłosił dogmat o nieomylności Papieża. Dodatkowo dogmatem tym zabezpieczył fundamenty Kościoła przed teoretycznym oszustem. Ponieważ dogmat chroni całą istotną spuściznę 2000 lat Kościoła. Nie może przecież teoretyczny papież – oszust uderzyć w istotne doktrynalne ustalenia Papieży – tych przeszłych Papieży (ich nauki, dokumenty itp.), których też chroni dogmat o nieomylności. Nie może np. powiedzieć, że Pan Jezus nie jest obecny w Eucharystii – lub nawet nieco zmodyfikować tę tajemnicę – ponieważ w nauce Kościoła jest już o tym bardzo dokładnie w wielu miejscach napisane. Mówi o tym Pierwszy Sobór Watykański, 1870 r., w konstytucji dogmatycznej Pastor Aeternus: „Duch Święty został obiecany następcom św. Piotra nie w tym celu, by na podstawie Jego objawienia podawali nową naukę, leczy aby przy Jego pomocy święcie zachowywali i wiernie wyjaśniali otrzymane przez Apostołów Objawienie, tzn. depozyt wiary”. Jak to dobrze, że Papieże szczególnie ostatniego stulecia byli bardzo pracowici (i w dodatku święci!) i zebrali wszystko, co istotne i ważne, dla fundamentu Kościoła.

2. „On ustanowił innych prorokami”“Znowu jakieś herezje”. Przepraszam za ten cytat ze słownika “normalnych” katolików, którzy tak reagują na słowo “prorok”. “Normalni” zapominają, że w ten sposób reagując sprzeciwiają się Słowu Bożemu i Magisterium Kościoła! Słowu Bożemu: “Proroctwa nie lekceważcie!” (1Tes 5,20) , “Mamy zaś według udzielonej nam łaski różne dary: bądź dar proroctwa” (Rz 12,6a) , “Starajcie się posiąść miłość, troszczcie się o dary duchowe, szczególnie zaś o dar proroctwa!” (1Kor 14,1) , “Dlatego oto Ja posyłam do was proroków, mędrców i uczonych” (Mt 23,34a) i wiele innych. Darujemy sobie na razie cytaty o mordowaniu proroków – tego jest pełno i na pewno nieraz czytaliście i pewnie myśleliście, że słowa te są martwe, bo nas nie dotyczą. “Zabić” nie oznacza tylko tego, co myślimy. Zabić proroka to np. spalić jego książkę, powiedzieć koledze, żeby nie czytał tego czy tamtego, bo to głupie itd. Jeden z poglądów głosi, że ponieważ w Piśmie Świętym mamy wszystko (i jest to prawda), to nic więcej Pan Bóg powiedzieć nie może. Kropka. W ten sposób zamknięto usta…. Bogu! To prawda, że w Biblii jest pełnia Objawienia Bożego, jednak wiele rzeczy Pan Bóg w ciągu kolejnych wieków naświetla i przybliża przez swoich widzących, proroków. Uważa się, że objawienia publiczne czy prywatne Kościół powinien zbadać czy są zgodne ze Słowem Bożym, a następnie schować jak najgłębiej się da do archiwum. Skoro wszystko jest w Piśmie Świętym, to po co np. Fatima?! Ogłoszono, że w objawieniach fatimskich nie ma herezji, więc wszystko w porządku! Nie jest w porządku, bo kiedy Bóg mówi, to „nie gardź Jego Słowem” (przez Matkę Bożą też mówi Bóg). Gdzie w Piśmie Świętym znajdziemy wprost fragment o poświęceniu Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi – no gdzie? My go nie widzimy. Jest tam w tajemniczy sposób tak ukryty, że gdyby nie Fatima nikt by go pewnie nie zobaczył. I wiele innych zagadnień też. Myślicie, że od 1989r żylibyśmy w wolnej Polsce, gdyby Jan Paweł II w zjednoczeniu z wszystkimi biskupami świata, nie poświęcił Rosji 25 marca 1984 r. przed figurą Matki Bożej, specjalnie przywiezioną z Fatimy, z kaplicy objawień, aż do Rzymu? A poświęciłby, gdyby nie przyjmował w swym sercu Fatimy? Kościół uznaje objawienia na podstawie braku sprzeczności doktrynalnej ze Słowem Bożym i Magisterium – chodzi o istotę – jednak rzeczowo dochodzi w objawieniach wiele nowych rzeczy i spraw, nie do wygrzebania (dosłownie) w Biblii czy nawet wielkiej spuściźnie dzieł świętych i Ojców Kościoła! Jeszcze raz podkreślam słowo “rzeczowo”, które nie jest tu może najlepsze – nie chodzi o uzupełnianie Biblii, tylko pomaganie w zrozumieniu Słowa Bożego w czasach, w których żyjemy. W Piśmie Świętym wszystkiego dosłownie nie wygrzebiemy – wszystko tam jest w pełni, ale ukryte nieco – prywatne objawienia pomagają nam w odkrywaniu tych ukrytych skarbów: “A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem.” (J 14,26).

A co z Magisterium Kościoła? Na początek Papież Urban VIII wypowiedział się o rzekomych proroctwach tak: „W podobnych przypadkach lepiej jest wierzyć niż nie wierzyć, gdyż jeżeli wierzymy i zostanie udowodnione jako prawdziwe – będziemy szczęśliwi, że uwierzyliśmy, gdyż o to prosiła Matka Najświętsza. Natomiast jeśli wierzycie i to okaże się fałszywe, otrzymacie wszystkie łaski, jakby to było prawdziwe, gdyż uwierzyliście, że to było prawdziwe”. A Benedykt XVI: „Kto odrzuca całkowicie objawienia prywatne, ten nie grzeszy przeciw wierze, ale postępuje nierozważnie”. Potem było pewne zamieszanie w związku z dziełami włoskiej mistyczki Marii Valtorty. Dostały one bezpośrednie poparcie samego Papieża Piusa XII i to za życia mistyczki. Kilka lat później pewni kardynałowie z pewnej kongregacji wrzucają dzieła Valtorty na indeks ksiąg zakazanych. Jaskrawy sprzeciw wobec Papieża. Tego typu problemów zaczęło być coraz więcej – np. młody Karol Wojtyła modlił się zakazaną koronką do Miłosierdzia Bożego… Działo się też na odwrót, pojawiały się pozwolenia w postaci “imprimatur” na autorów i dzieła wątpliwej (a raczej modernistycznej) jakości. Po rozważeniu powyższych problemów Papież Paweł VI zniósł imprimatur (zniósł kanony 1399 i 2318), zezwalając tym samym na publikację informacji o nowych wizjach, stygmatach, objawieniach prywatnych, uzdrowieniach paranormalnych i cudownych.. Pewnie pomyślał, że w tej sytuacji lepiej niech wierni sami decydują, co czytają. Najważniejsze sprawy dotyczące proroków i “nawiedzonych” mamy zebrane w Adhortacji apostolskiej “Verbum Domini” Benedykta XVI – fragment: „Kryterium prawdziwości objawienia prywatnego jest jego ukierunkowanie ku samemu Chrystusowi. Jeśli oddala nas ono od Niego, z pewnością nie pochodzi od Ducha Świętego, który jest naszym przewodnikiem po Ewangelii, a nie poza nią. Objawienie prywatne wspomaga wiarę i jest wiarygodne właśnie przez to, że odsyła do jedynego Objawienia publicznego„. Jeszcze to: „Stąd kościelna aprobata objawienia prywatnego zasadniczo mówi, że dane przesłanie nie zawiera treści sprzecznych z wiarą i dobrymi obyczajami; wolno je ogłosić, a wierni mogą przyjąć je w roztropny sposób. Objawienie prywatne może wnieść nowe aspekty, przyczynić się do powstania nowych form pobożności lub do pogłębienia już istniejących. Może mieć ono pewien charakter prorocki (por. 1 Tes 5, 19-21) i skutecznie pomagać w lepszym rozumieniu i przeżywaniu Ewangelii w obecnej epoce; dlatego nie należy go lekceważyć. Jest to pomoc, którą otrzymujemy, ale nie mamy obowiązku z niej korzystać. W każdym razie musi ono być pokarmem dla wiary, nadziei i miłości, które są dla każdego niezmienną drogą zbawienia.” Wróćmy do naszych “nawiedzonych”. Gdyby nie objawienia prywatne, prorockie itp. Święta Budowla Kościoła nie byłaby tym, czym jest teraz. Kościół apostolski oparty o Słowo Boże byłby solidnym budynkiem, ale trochę surowym – nie byłoby w nim okien, mebli, kominka, obrazów (to tylko porównania!). Właśnie te elementy wykończenia wnętrza, które sprawiają, że dom nadaje się do zamieszkania, to mamy dzięki naszym “nawiedzonym”. Bez nich nie mielibyśmy nawet różańca (św. Dominik – objawienie prywatne). Bitwa pod Lepanto nie zakończyłaby się zwycięstwem, a my pewnie chowalibyśmy się gdzieś w katakumbach. A Koronka do Miłosierdzia Bożego, a obraz Miłosierdzia Bożego, a kult Najświętszego Serca Jezusa, a pierwsze soboty ku czci Niepokalanego Serca Maryi, a Cudowny Medalik, a – to “a” w samej wyliczance zapełniłoby książkę. Czym byłby Kościół bez tego “a”? Nawet ubogi św. Franciszek z Asyżu czułby się trochę za ubogo. Wróćmy do Różańca. Przez św. Jana Pawła II wyniesiony został do podstawowej (nie tylko element upiększający) Budowli Kościoła. Kto nie modli się na Różańcu z przekonania (wewnętrznego sprzeciwu) to odrzuca Naukę Kościoła….Po co tyle pisania? Żeby zachęcić do czytania proroków i tyle. Nie bójcie się, decyzją Papieża (zniesienie imprimatur) mamy jako świeccy charyzmat, prawo a nawet trochę obowiązek to badać i czytać (zostaliśmy jakby mianowani św. Oficjum – no trochę za mocno powiedziane). Prośmy o światło Ducha Świętego, a On pomoże nam, byśmy nie zbłądzili! Polecamy do badania na początek dzieła Marii Valtorty i Anny Dąbskiej – informacje i książki znajdziecie bez problemu w internecie.

3. „On ustanowił innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami” Ewangeliści – czyli myślę, że chodzi o głoszących Słowo Boże, przede wszystkim o Ojcach Kościoła, dziełach świętych itp., może chodzi też o misjonarzy. Ta grupa też jest pomijana teraz milczeniem – wielka szkoda. Ciekawe czy św. Ignacy z Loyoli nawróciłby się, gdyby leżał we współczesnym szpitalu (chrześcijańskim) i podano by mu do czytania zamiast żywotów świętych dzieła „nowoczesnych” egzegetów, teologów itp. (oczywiście jest to duże uogólnienie).

Idźmy dalej – pasterze i nauczyciele – o ile jesteśmy za bardzo ostrożni względem proroków i widzących, o tyle tutaj jesteśmy jak głupiutkie dzieci. O, jak bardzo trzeba uważać, kogo słuchamy. Zbyt wielu jest teraz błądzących naukowców, egzegetów, teologów… Oczywiście, musimy być posłuszni kapłanom postawionym na naszej drodze – jednak gdy wiemy na pewno, że jakiś nakaz przełożonego (czy kapłana) sprzeciwia się Słowu Bożemu czy Nauce Kościoła – w sprawach wiary i moralności – to chyba jest oczywiste, że musimy postąpić zgodnie z sumieniem. Z powodu narastającego zamieszania (jakże się czasy zmieniły?! – kiedyś takie rozważania byłyby teoretycznym science fiction) w obecnych czasach musimy być dużo bardziej uważni, czy to, do czego nas zachęcają, jest zgodne ze Słowem Bożym i Magisterium Kościoła.

Podsumowanie Bardzo często, żeby wyjaśnić małym dzieciom, że Kościół to co innego niż budynek – świątynia próbuje się im mówić, że „Kościół to my„. Powstała pod koniec XX w. ponoć herezja pod takim hasłem! Nic dziwnego, że małym dzieciom trudno wbić do głowy tę sprawę – ich proste serca podświadomie wyczuwają błąd… Kościół to przede wszystkim Chrystus – Mistyczne Ciało Chrystusa – oto jedna z najpełniejszych definicji Kościoła. Słowa: ja, ty, my, oni, są wielką niewiadomą. Większość z nas ma problemy z rozpoznaniem stanu własnego serca, a co dopiero innych (tym bardziej, że osądzanie jest nam na szczęście zakazane), więc skąd możemy wiedzieć, że nasz kolega, brat, syn, moderator ruchu kościelnego, zakonnik itd. jest w Kościele? Po zewnętrznym ubraniu, gestach, wiedzy? KKK tłumaczy nam, że ” członkiem tego Ludu staje się człowiek nie przez narodzenie fizyczne, ale przez <<narodzenie z wysoka>>,<<z wody i z Ducha>> (J 3, 3-5), to znaczy przez wiarę w Chrystusa i chrzest. Tutaj Katechizm przypomina, że jedną z istotnych cech bycia w Kościele jest wiara – jest oczywiste, że rzeczywistość wiary nie może być plamiona herezją, nieposłuszeństwem Słowu Bożemu czy Magisterium Kościoła! W sposób istotny są w Kościele ci, którzy są zjednoczeni z Chrystusem, a tego często nie widać gołym okiem. Jak uczy KKK 789: „Porównanie Kościoła do ciała wyjaśnia wewnętrzną więź między Kościołem i Chrystusem. Kościół nie jest tylko jakimś zgromadzeniem wokół Chrystusa, lecz jest on zjednoczony w Nim, w Jego Ciele. Należy szczególnie podkreślić trzy aspekty Kościoła jako Ciała Chrystusa: jedność wszystkich członków między sobą dzięki ich zjednoczeniu z Chrystusem; Chrystus jako Głowa Ciała; Kościół jako Oblubienica Chrystusa.” Niejeden poganin, grzesznik, który jednak w swym sercu zaczyna się nawracać , właśnie łączy się z Chrystusem, czyli jest w Kościele. Choć nie jest święty, zaczyna pić soki z „Krzewu Winnego”, którym jest Pan Jezus – i staje się żywą, choć słabą gałązką Kościoła. Ktoś inny – np. wysoki dostojnik Kościoła widzialnego, w swym sercu może być nieskruszonym heretykiem (nawet, jeśli był piękną gałęzią wszczepioną w „Krzew Winny”, to stając się np. nieposłusznym Magisterium Kościoła, odcina się od Chrystusa – co po jego pięknie, skoro nie jest już z Chrystusem, czyli jest on gałązką odciętą). I czy on jest w Kościele?!  „Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz – w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów».” (MT 8,11-12).

Do czego zmierzamy w tym podsumowaniu? Do powrotu do fundamentów, żeby nie ulec dziwnemu zamieszaniu, które w widzialnym Kościele narasta (a może nieprawda? A dziwne złagodzenie posynodalne dotyczące związków niesakramentalnych – właściwie przeciwne moralności chrześcijańskiej?, a rosnący coraz bardziej – wręcz lawinowo zewnętrzny, bo wewnętrznego nie możemy ocenić – brak szacunku do Najświętszej Eucharystii?! To tylko niektóre przykłady, jest ich niestety duuuużo więcej). Oprzyjmy się na tym, co zostawił nam Sobór Watykański II (i nie tylko): na Świętej Tradycji, Piśmie św. i Urzędzie Nauczycielskim Kościoła! 

Święty depozyt wiary jest niezmienny w swej prawdzie, wzrasta natomiast nieustannie w Kościele rozumienie Objawienia Bożego (KKK 66), a więc wzrasta nieustannie rozumienie słów świętego depozytu wiary (KKK 94). Ten wzrost dokonuje się zawsze w ściśle wyznaczonych granicach, które wyznacza sama Prawda i nikt w Kościele, nawet sam papież nie ma prawa tych granic przekroczyć: Urząd ten Nauczycielski nie jest ponad słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając tylko tego, co zostało przekazane. Z rozkazu Bożego i przy pomocy Ducha Świętego słucha on pobożnie słowa Bożego, święcie go strzeże i wiernie wyjaśnia. I wszystko, co podaje do wierzenia jako objawione przez Boga, czerpie z tego jednego depozytu wiary (KKK 86).

Reklamy

Posted on 29 października 2014, in Fundamenty Kościoła and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: