Bóg sam wystarczy

tabernakulumSamotność to udręka, rodzaj głodu. Najwięksi święci (jak np. autorka słów tytułu tego tekstu św. Teresa z Avila) i asceci odważali się na taki post od obecności innych ludzi. Nieraz pragnęli samotności, ale to nie do końca była samotność – w tej samotności od ludzkiej wspólnoty pogłębia się więź – wspólnota z Bogiem. Bóg też nie jest nigdy samotny, a nawet gdyby był i tak byłby w pełni szczęśliwy. Wie jednak, że człowiek, Jego stworzenie, nie potrafi żyć bez Boga. Nie potrafi nawet wtedy, gdy tego nie chce. To jest największe cierpienie piekła – ci, którzy Boga całkowicie odrzucili, nie potrafią bez Niego żyć, wciąż Go pragną, choć Go nienawidzą. Dobry Bóg, kochający Ojciec wie o tym doskonale i martwi się o swoje dzieci. Ludzie myślą, że to obecność innych ludzi nasyci ich pragnienie, tak naturalne, wspólnoty i bliskości – jednak to tylko złudna i krótkotrwała namiastka, jeśli jest bez Boga. Dobry Ojciec pragnie dać szczęście swoim dzieciom i zadaje Mu ból, gdy Go odrzucają – na własną zgubę. Dlatego Odrzucony też cierpi – nawet bardzo – taka jest prawdziwa Miłość. Żeby człowiekowi łatwiej było z Nim przestawać, zostawił Siebie obecnego w Najświętszym Sakramencie. W tabernakulach niemal wszystkich kościołów Syn Człowieczy czeka na obecność synów i córek ludzkich. I najczęściej się nie doczekuje… “Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.” (Mt 11,28). Gdzie znajdziemy pokrzepienie? U innych ludzi? Na facebooku? Na imprezce? Czy drugi człowiek nasyci, pokrzepi serce człowieka? Troszeczkę, bardzo troszeczkę – a potem zostaje pustka. Powiedział św. Augustyn: “Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.” A my na siłę próbujemy znaleźć to spocznienie poza Bogiem. Nieprawda? Wystarczy, że koleżanka zadzwoni lub napisze sms-a, żeby przyjechać w umówione miejsce na pogaduszki. O ile nie mamy jakiś obowiązków (a czasem nawet jak mamy!), to pędzimy na spotkanko jak na skrzydłach. I co nam to da…? Niektórzy tłumaczą to dobrem drugiego człowieka – zdarza się. Najapiękniejszym przykładem jest Najświętsza Maryja, która biegnie w góry do Swojej krewnej, aby się z nią spotkać. Ale co Ona tam robi? Czy plotkuje, siedzi przy kawie i ciasteczku, bawi się, wypoczywa czy może służy Swojej starszej krewnej, dzieli się z nią Swoją Jedyną Radością – Bogiem, którego nosi w Swoim Święty łonie? Jak Wam się wydaje? Każde nasze spotkanie powinno być obdarowywaniem drugiego człowieka tym, co mamy najcenniejszego, czyli naszym Jedynym Skarbem – Samym Bogiem! Pan Bóg, którego nosimy przecież w sercu uwrażliwia nas na drugiego człowieka, szczególnie zaś pokrzywdzonego, sponiewieranego, poranionego… A czy my np. jesteśmy gotowi poświęcić czas i pogadać z kloszardem na starówce – takim cuchnącym, może podpitym, po to żeby mu dać odczuć, że nie jest na tym świecie sam? Albo czy te nasze towarzyskie spotkania są wspólną modlitwą lub dzielenie się Bogiem lub służeniem bliźnim? Czy raczej moją intencją jest (przynajmniej częściowo), aby szukać przyjemności, wrażeń, aby było „fajnie”, zaspokojenia swoich pragnień? Przyjrzyjmy się swoim intencjom, bo to na nie patrzy Pan Bóg. Najczęściej (ukrywając skrzętnie przed samym sobą) próbujemy wycisnąć soki z tego drugiego człowieka. Dziś nawet rekolekcje, spotkania modlitewne są przykrywką do takiego “wyciskania”. To jak – jesteśmy tam dla Boga w pełni, czy mniej, czy jeszcze mniej, czy troszeczkę, czy tak przy okazji….? – “Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego…”! Jeśli nie będziemy kochać Pana Boga całym sercem, to czy będziemy w stanie kochać bliźniego jak siebie samego i dostrzegać Jego Oblicze w bliźnich? Nie będziemy, bo tylko Chrystus może nas napełnić taką Miłością. W sposób najbardziej doskonały była taką Miłością wypełniona Maryja po Zwiastowaniu. Pomyślmy, czy ten Skarb Miłości, który nosiła pod Sercem pozostawiała samemu sobie czy też czule z Nim rozmawiała i przebywała? Po każdej Komunii św. my też jesteśmy jak Maryja w sposób fizyczny nosimy w sobie Boga Miłości. Czy my też, podobnie jak Maryja, adorujemy Go wciąż w cichej modlitwie obecnego w nas? I nie tylko w nas, ale we wszystkich tabernakulach świata. Pan Jezus zaprasza, czeka samotny w kościele, zamkniętym może. Zamkniętym? To nasza wina. Gdybyśmy przychodzili – przynajmniej ci gorliwsi katolicy – od czasu do czasu Go odwiedzić, to nie zamykano by kościołów – byłyby tam wciąż prawie tłumy! To straszna prawda i przyjmijmy ją, tylko prawda wyzwala. Nie może tak być, że kościoły są albo zamknięte, albo puste, albo pełne… turystów. Ważna jest też nie tylko fizyczna obecność. Pan nasz przenika mury. Np. jadąc tramwajem w pobliżu jakiegoś kościoła trzeba koniecznie uścisnąć sercem Ukochanego! Niektórzy, odważni (to jest dobre) czynią np. znak krzyża, jednak bardziej niż o zewnętrzną oznakę należałoby bardziej zabiegać o choćby jedno szczere westchnienie. A jeszcze lepiej niech to będzie początek pełnej skupienia rozmowy z Panem Jezusem (którego przecież nosimy w sercu – podobno przystępujemy do Komunii św.) w… tramwaju. Po jakimś czasie takich praktyk sami zobaczymy, że nie potrafimy przejść obojętnie w pobliżu kościoła, tabernakulum – po prostu koło naszego Pana i zaczniemy wstępować na krócej, potem na dłużej. Jak przed Obliczem Chrystusa Utajonego łatwo się modlić, jak wielkie znajdujemy tam pokrzepienie! Wtedy w całej pełni zaczniemy doświadczać parafrazując słynne stwierdzenie św. Teresy z Avila: Bóg w Eucharystii sam wystarczy!  Wystarczy, ale jak strasznie mało ludzi to odkrywa, pozostawiając siebie na pastwę niedosytu i wewnętrznej samotności. Usłyszmy skargę naszego Pana: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!” (Mt 26,38). W Ogrójcu Jezus nie był smutny z własnego powodu, nie – wtedy walczył o nas i nikt Go nie wspierał. Teraz też walczy o nasze pokolenie i znów samotny i smutny jest sam… Nie zostawiajmy Go!

Reklamy

Posted on 28 października 2014, in Medytacje and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: