Archiwa blogu

Przesunięcie akcentu (z Boga na człowieka)

Maria K. Kominek OPs:

Chcę powrócić do tematu kilkakrotnie zasygnalizowanego w poprzednich rozważaniach. Chodzi o podkreślenie faktu, że zmiany liturgiczne pociągnęły za sobą bardzo niebezpieczne przesunięcie akcentu z Boga na człowieka.

Na początku należy podkreślić, że liturgia, choć nakierowana przede wszystkim na Boga, nie może pomijać człowieka. Człowiek ma w niej swoje miejsce i to bardzo istotne. W pewnym sensie jest on współtwórcą liturgii, ustanawia bowiem pewne prawidła, reguły dla wspólnotowego oddawania czci Bogu. Można rzec, że człowiek jest z natury swojej istotą liturgiczną. I dlatego w dużym stopniu od liturgii zależy, jaki jest stosunek człowieka do Boga. Nie chodzi więc o wyeliminowanie człowieka z liturgii (jest to niemożliwe, bowiem to człowiek oddaje hołd Bogu). Nie chodzi również o marginalizowanie roli człowieka czy wyjałowienie jego uczestnictwa w liturgii, chodzi o właściwe rozłożenie akcentów. Inaczej rzecz biorąc, liturgia musi być teocentryczna. Obecnie jednak coraz bardziej staje się antropocentryczna.
Ten antropocentryzm przejawia się szczególnie w liturgii Mszy św. Jest to pewien paradoks, bowiem ze wszystkich form oddawania czci Bogu (liturgicznych lub paraliturgicznych) Msza święta na pierwszym miejscu powinna kierować myśli i uczucia człowieka jak najbardziej na Boga. Przyjrzyjmy się więc kilku antropocentrycznym akcentom przejawiającym się w celebracjach Mszy świętej.

Read the rest of this entry

Reklamy

modernistyczne zmiany liturgiczne

Garść refleksji nad zmianami liturgicznymi – Maria K. Kominek OPs

Od wielu lat staram się codziennie być na mszy świętej. Oczywiście uczestniczę głównie w mszach odprawianych według Novus Ordo Missae, zwanego w skrócie NOM. Jak tylko jednak mi się uda być na mszy “trydenckiej”, korzystam z możliwości. W ciągu tych lat widziałam bardzo różne celebracje “nowej” mszy, czyli mszy świętej w rycie zwyczajnym. I tylko jeden “rodzaj” celebracji w rycie “nadzwyczajnym”. Chociaż (zaznaczam specjalnie, by nie wywołać błędnego wrażenia), że uczestniczyłam w mszach trydenckich , odprawianych przez różnych kapłanów. Nie mam tu na myśli czasów sprzed reformy liturgicznej. Wtedy, siłą rzeczy, nie było porównania, a i ja byłam albo za młoda, albo za głupia, by zastanawiać się nad liturgią. W czasach późniejszych jednak w niektórych kościołach, najczęściej zakonnych, można było w miarę często być na mszy porannej w rycie trydenckim. Z reguły celebrowali ją starsi księża, którzy mieli na to pozwolenie od Kardynała Prymasa St. Wyszyńskiego lub swoich przełożonych. Reforma liturgiczna, dzięki Prymasowi Tysiąclecia była wprowadzana bardzo powoli. Pozwoliło to ustrzec Kościół w Polsce przed ruiną, która miała miejsce na Zachodzie Europy. Choć i w tamtych czasach byli księża “nowatorzy”, było ich na tyle mało, że nie potrafili zaszkodzić ogółowi. Takie nowinki jak “msza beatowa” w Podkowie Leśnej były przyjmowane raczej z sympatią. Trzeba jednak dobrze sobie uświadomić, że większość z nas dała się ponieść pewnej euforii i wydawało się nam, że zmiany liturgiczne mogą wyjść Kościołowi tylko na dobre. Wspomina o tym w różnych swoich rozważaniach kardynał J. Ratzinger. Widział on skutki reformy – opustoszałe kościoły i wcześniej zauważył, że oczekiwana wiosna zmieniła się w srogą zimę.

Read the rest of this entry